Przejdź do głównej zawartości

Życie w UK - praca

Hej. Długo zastanawiałam się czy dodać ten post. Rok temu w wakacje pracowałam wWielkiej Brytanii, dokładniej w Anglii. Zabawne to, że mieszkałam w Walii, a pracowałam w Anglii. Codziennie odwiedzałam tak jakby dwa kraje :D
Byłam tam 5 miesięcy. Jeśli chodzi o zakwaterowanie miałam to szczęście, że mieszkałam u koleżanek. Wielu ludzi jedzie w ciemno. Powiem szczerze, że jest to duże ryzyko. Mój znajomy wynajmował mieszkanie jednej parce i właściwie wszystkie swoje oszczędności musieli wydać na życie, bo pracy nie mogli znaleźć przez bardzo długi okres czasu. Ja również nie, ale dziewczyny mi bardzo pomagały. Nie musiałam przez pierwsze tygodnie płacić za mieszkanie, jedzenie, a moje 1400 zł zamienione potem na ok. 300 funtów wydałam bardzo szybko. Tam pieniądz nie trzyma się kupy, więc trzeba zachować swój rozsądek i odpowiedzialność.

Pojechałam tam zarobić na studia w Polsce. Wiedziałam, że jest to świetna okazja na duże pieniądze, ale przede wszystkim mega przygoda. Tak jak wcześniej wspomniałam, pierwsze tygodnie były ciężkie. Mieszkałam w małym mieście Wrexham. Tam też znajdowała się agencja, do której się udałam po przyjeździe. Musiałam tam się zarejestrować, rozwiązać jakieś testy, zostawić CV oczywiście po angielsku. I pozostało czekanie.. W między czasie pojechałam do Liverpool'u załatwić sobie Number Insurance, czyli coś w stylu ubezpieczenia.

Współlokatorzy kazali mi dzwonić i chodzić do agencji codziennie i pytać o pracę, żeby mnie zapamiętali i takie tam. W końcu chyba po 5 tygodniach! wielkie woooow! Zadzwonili! Na szczęście posłali mnie do tej fabryki, gdzie pracują moje koleżanki, więc mogły mnie trochę wprowadzić, załatwić transport, poopowiadać jak to wszystko wygląda.

Była to fabryka, która produkowała ser. Ja zajmowałam się pakowaniem już gotowego do kartonów, które były wywożone do sklepów. Pracowałam głównie na nocki, po 12h. Mi się to podobało, wiele osób narzekało na nocki. Ale przyjamniej nocami nie było całego zarządu, który kontrolował moją pracę, także można powiedzieć, że było mniej stresowo. 

Było ciężko, tempo czasami było porażające, ale istnieje przeświadczenie, że gdzie Polak stoi, tam i tempo może być szybkie. Bo Polak da radę. Szczerze mówiąc nie wiem jak ta fabryka funkcjonowałaby bez Polaków, bo wykonują tam ogromną pracę.

Najgorsze było to, że czasami praca była, czasami nie. Były okresy, że pracowałam 6 dni pod rząd, a właściwie to 6 nocek, co było wykańczające. A były również okresy, że pracy nie było przez 2 tygodnie, więc właściwie wszystko co zarobiłam przez te dni, musiałam wydać na utrzymanie znów będąc na bilansie zerowym.


Myślę, że to wszystko na temat pracy tam. Przypominam, że są to moje własne doświadczenia i każdy może mieć inne J Mi akurat trafiło się tak, że nie było tak kolorowo jak to mówią. Czy warto jechać ? Myślę, że dla samej przygody tak J I przede wszystkim jeśli macie się u kogo zatrzymać. Nie wiem jak to wygląda z załatwianiem sobie pracy przez agencję w Polsce, ale ja wolałabym nie ryzykować, tylko jednak próbować po znajomości gdzieś się zahaczyć. Jeśli macie jakieś pytania dotyczące pracy w Anglii, których nie zawarłam wyżej, pytajcie w komentarzach, postaram się odpowiedzieć. W następnych postach przybliżę trochę moje wycieczki po UK, Brytyjczyków, służbę zdrowia, jedzenie itp. J Zapraszam J

Komentarze

  1. Wiedziałam, że nie bywa kolorowo, ale że może nie być pracy przez dwa tygodnie... Wow, to musi być stresujące.
    W każdym razie gratuluję wytrwałości ;)

    Zapraszam do mnie: www.rudawwielkimmiescie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest bardzo stresujące, dlatego naprawdę nie polecam wylatywać bez pewnego zakwaterowania :(

      PS: Twojego bloga odwiedzę i poczytam za kilka dni, bo mam urwanie z nauką :) I dziękuję za odwiedziny u mnie !

      Usuń
  2. A dobrze znałas jezyk jak tam pojechałas?
    flarri.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydawało mi się, że znam dobrze angielski, jednak po przylocie okazało się, że znam go bardzo słabo :P Każdy Anglik ma inny akcent i żadna szkoła nia nauczy Cię tego, jak porozumiewać się z nimi tam na miejscu :) Będę również pisała post o języku, o tym jak sobie z tym poradziłam także zapraszam :)

      PS: Twojego bloga odwiedzę i poczytam za kilka dni, bo mam urwanie z nauką :) I dziękuję za odwiedziny u mnie !

      Usuń
  3. Poproszę więcej postów o pracy w Anglii! Są świetne, przydatne. :)
    osnapitzmee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, będą na pewno za kilka dni bo na razie męczę się z poprawkami :(

      PS: Twojego bloga odwiedzę i poczytam za kilka dni, bo mam urwanie z nauką :) I dziękuję za odwiedziny u mnie !

      Usuń
  4. Gosiu powiedz mi czy warto tam jechać po prostu żeby zarobić i wrócić ? Czy ktoś z takim wiekiem i wykształceniem jak ja (20 lat po bio-chemie i pół roku porzuconych studiów) ma po co tam jechać? Bo nie raz słyszałem że młodzi Polacy są często wykorzystywani i poniżani przez pracodawców w UK. Jak to z tym jest ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Cię,
      Jeśli chcesz zarobic i wrocic absolutnie sie to oplaca, ale najlepiej jakbys wlasnie miala u kogos znajomego sie zatrzymac, zeby w razie jakiegos niepowodzenia zawsze mogl Ci pomoc.
      Jesli chodzi o wyksztalcenie, nie potrzeba tam zadnego, przydalby sie ewentualnie angielski, chociaz podstawy. Polacy sa bardzo wykorzystywani, ale juz nie zwracaja na to uwagi. Zalezy na jakich ludzi sie trafi, bo niektorzy anglicy sa bardzo mili, a niektorzy sa po prostu rasistami i nie lubia polakow niestety.
      Podsumowujac, jesli masz silny charakter i nie dasz wciagnac sie w ten wir latwego pieniadza, naprawde warto jechać, bo i fajna przygoda i dobre pieniadze.
      Nie wiem czy widzialas poprzednie posty, tam mam rowniez duzo napisane wlasnie o pracy, ludziach itp. Gdybym jednak czegos nie ujela, smialo pisz :)
      Pozdrawiam i powodzenia!

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

22 urodziny

Zwykły, niezwykły dzień. Wielka Sobota. Dla większości wyłącznie święconki, pisanki, zające. Dla kilku ludzi dzień Liturgii Wigilii przed Zmartwychwstaniem Pańskim. Dla mnie również. Ale dzisiaj także jestem rok starsza, kończę 22 lata. Urodziny są dla mnie jak Nowy Rok - podsumowaniem. Bo co z tego, że dostanę prezenty, skoro nic nie wyniosłam z "zeszłego roku życia". Rok 2015 przypomina mi najbardziej o tym, że otrzymałam miłość. Miłość wspaniałego mężczyzny. Nauczyłam się szacunku i jeszcze więcej troski o drugiego człowieka. Wiary w samą siebie, którą głównie od Niego dostałam. Walki o swoje marzenia, bo warto walczyć. Jeśli jest walka, wszystko może się udać. Otrzymałam ogrom okazji, by rozwijać swoje zainteresowania. Mogę śpiewać, uprawiać sport, grać w piłkę ręczną, robić zdjęcia, mogę pisać i studiować. Dzięki tylko jednej cesze - odwadze. Odwaga pozwoliła mi sięgać wyżej niż mogłabym sobie wymarzyć. Wszelkie próby osiągnięcia tego, co zawsze chciałam robić, (mam ...

Nareszcie śnieżno!

Witam kochani ! Spokój przede wszystkim. Wczoraj miałam zaliczenie z genetyki. Uczyłam się samej teorii, bo na taki tor prowadząca nakierowała. Przysięgam, że dosłownie wszystko mi się myliło. Ciągle allele, geny, sprzężone, kodominacja, naddominacja -.- Naprawdę miałam tego dość i próbowałam walnąć jakąś ściemę w razie niepowodzenia. Jednakże ku mojemu zaskoczenia na egzaminie były same zadania, których w ogóle nie powtórzyłam. Nie wiem jak to zrobiłam, ale ZDAŁAM :D Wszystko układa się dobrze, miejmy nadzieję, że takie przełożenie wiedzy i przede wszystkim szczęścia będzie miało miejsce za tydzień - podczas sesji..  Ostatnio zasypało nam Gdańsk! Bardzo długo nie widziałam śniegu, a tu proszę taka miła niespodzianka ! I choć moi współlokatorzy i mój chłopak na to narzeka, ja tam mam w sobię dziecięcą radość i jeśli tylko utrzyma się do "po sesji" NA PEWNO idę na sanki! :D  Żeby nie było tyle gadania kilka śniegowych gdańskowych fotek: Tu ktoś się zdene...

Koncert TGD

Post troszkę inny niż zwykle, mała fotorelacja z koncertu zespołu Trzecia Godzina Dnia . Jest to zespół gospelowy, który swoją energią i pasją potrafi umocnić i poprawić humor nawet w gorszy dzień. Trafiłam tam przypadkowo. Zupełnie spontaniczna akcja okazała się jednym z fajniejszych koncertów, na których byłam. Uwierzcie, spontaniczne wypady są najlepsze i czasem nawet jak się strasznie nie chce gdzieś wyjść - warto. Potem wracasz i uświadamiasz sobie, że to było piękne i jak dobrze, że mogłeś tam być. I takie właśnie odczucie mam ja po koncercie. Udało mi się uchwycić kilka chwil, ale zdecydowanie polecam obejrzeć i posłuchać osobiście. PS: Przepraszam za jakość zdjęć, jestem w trakcie zbierania na swój sprzęt.