Przejdź do głównej zawartości

Marzenia się spełniają

Kto by pomyślał, że po kontuzji, po wyrzuceniu z klubu i po opiniach tych wszystkich niedowiarków wrócę do piłki ręcznej. Nic tego nie zapowiadało, można powiedzieć, że ja sama od tego uciekałam, choć w środku nawet mi tego trochę brakowało.
Kiedyś wyglądało to tak, że po szkole od razu jechałam na trening, nie miałam czasu na nic. Żyłam aktywnie, miałam wysportowane ciało i wiele ambicji do dalszego działania. Wielu ludzi mówiło, żebym dała sobie z tym spokój, bo nic nie będę z tego miała. To było dość przykre, że ludzie chcieli sprawić żebym zrezygnowała z czegoś co uwielbiałam robić.

Raz po zawodach przełajowych w bieganiu, gdy zajęłam 3 miejsce, podszedł do mnie trener biegaczy. Zaproponował żebym zaczęła u niego trenować, na co odpowiedziałam, że już coś trenuję. Gdy powiedziałam, że jest to piłka ręczna uśmiechnął się i powiedział, że mam ciało lekkoatletki, a nie piłkarki i predyspozycje do bycia biegaczką. Pomyślałam o tym i stwierdziłam, że właściwie ma trochę racji. Byłam na kilku treningach, ale szybko wróciłam na halę. Bieganie to nie było coś, w czym się spełniałam. I choć nigdy nie miałam talentu do piłki ręcznej sprawiała ona, że mogłam być tym kim chciałam i przebywać z ludźmi, których naprawdę uwielbiam, czyli moja pierwsza drużyna KS Agro-Kociewie.



Aktywne trenowanie przerwałam, gdy skończył się sezon w roku 2013. Przez te 3 lata właściwie ze sportem nie miałam nic wspólnego. I gdyby nie Jacek zapewne długo bym nie miała. To on we mnie uwierzył i dał "kopa w tyłek" żebym poszła na trening sekcji akademickiej. Rozpoczęłam treningi również ze względu zaliczenia wf-u, ale teraz wiem, że przygoda znów zaczyna się od nowa.
Byłam przerażona. Nie pamiętałam jak piłkę złapać, jakiej siły użyć żeby zawodniczka obok złapała, jak to jest mieć znów klej na dłoniach i jak skręcić nadgarstek żeby nie przerzucić piłki za bramkę.
Po dwóch miesiącach trenowania pojechałam na Akademickie Mistrzostwa Polski, gdzie zdobyłyśmy 2 miejsce w klasyfikacji Uniwersytetów, 6 miejsce w klasyfikacji ogólnopolskiej i stypendium sportowe.

Tym postem chciałam pokazać, że nigdy przenigdy nie można się poddać. Wszystko stoi dla nas otworem, a jedynym ograniczeniem są nasze umysły. Ten post będzie mi przypominał o tym, że warto walczyć o swoje marzenia. I za każdym razem, gdy coś będzie szło nie tak, będę mogła go przeczytać i kolejny raz uświadomić sobie, że warto. A jeśli choć jedna osoba po przeczytaniu tego otworzy się na nowe wyzwania i wróci do swoich niespełnionych marzeń i pasji, będzie to wielki sukces. Coraz częściej widzę, że wpisy Ewy Chodakowskiej w stylu "nie poddawaj się, dasz radę" mają sens. Bo zaczęłam wierzyć w to, że się uda. A nawet jak się nie uda, spróbowałam i w wieku 60 lat będę miała czyste sumienie, że nie zaprzepaściłam szansy i iskierki nadziei, na to, że mogę zrobić coś dla siebie.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

22 urodziny

Zwykły, niezwykły dzień. Wielka Sobota. Dla większości wyłącznie święconki, pisanki, zające. Dla kilku ludzi dzień Liturgii Wigilii przed Zmartwychwstaniem Pańskim. Dla mnie również. Ale dzisiaj także jestem rok starsza, kończę 22 lata. Urodziny są dla mnie jak Nowy Rok - podsumowaniem. Bo co z tego, że dostanę prezenty, skoro nic nie wyniosłam z "zeszłego roku życia". Rok 2015 przypomina mi najbardziej o tym, że otrzymałam miłość. Miłość wspaniałego mężczyzny. Nauczyłam się szacunku i jeszcze więcej troski o drugiego człowieka. Wiary w samą siebie, którą głównie od Niego dostałam. Walki o swoje marzenia, bo warto walczyć. Jeśli jest walka, wszystko może się udać. Otrzymałam ogrom okazji, by rozwijać swoje zainteresowania. Mogę śpiewać, uprawiać sport, grać w piłkę ręczną, robić zdjęcia, mogę pisać i studiować. Dzięki tylko jednej cesze - odwadze. Odwaga pozwoliła mi sięgać wyżej niż mogłabym sobie wymarzyć. Wszelkie próby osiągnięcia tego, co zawsze chciałam robić, (mam ...

Nareszcie śnieżno!

Witam kochani ! Spokój przede wszystkim. Wczoraj miałam zaliczenie z genetyki. Uczyłam się samej teorii, bo na taki tor prowadząca nakierowała. Przysięgam, że dosłownie wszystko mi się myliło. Ciągle allele, geny, sprzężone, kodominacja, naddominacja -.- Naprawdę miałam tego dość i próbowałam walnąć jakąś ściemę w razie niepowodzenia. Jednakże ku mojemu zaskoczenia na egzaminie były same zadania, których w ogóle nie powtórzyłam. Nie wiem jak to zrobiłam, ale ZDAŁAM :D Wszystko układa się dobrze, miejmy nadzieję, że takie przełożenie wiedzy i przede wszystkim szczęścia będzie miało miejsce za tydzień - podczas sesji..  Ostatnio zasypało nam Gdańsk! Bardzo długo nie widziałam śniegu, a tu proszę taka miła niespodzianka ! I choć moi współlokatorzy i mój chłopak na to narzeka, ja tam mam w sobię dziecięcą radość i jeśli tylko utrzyma się do "po sesji" NA PEWNO idę na sanki! :D  Żeby nie było tyle gadania kilka śniegowych gdańskowych fotek: Tu ktoś się zdene...

Koncert TGD

Post troszkę inny niż zwykle, mała fotorelacja z koncertu zespołu Trzecia Godzina Dnia . Jest to zespół gospelowy, który swoją energią i pasją potrafi umocnić i poprawić humor nawet w gorszy dzień. Trafiłam tam przypadkowo. Zupełnie spontaniczna akcja okazała się jednym z fajniejszych koncertów, na których byłam. Uwierzcie, spontaniczne wypady są najlepsze i czasem nawet jak się strasznie nie chce gdzieś wyjść - warto. Potem wracasz i uświadamiasz sobie, że to było piękne i jak dobrze, że mogłeś tam być. I takie właśnie odczucie mam ja po koncercie. Udało mi się uchwycić kilka chwil, ale zdecydowanie polecam obejrzeć i posłuchać osobiście. PS: Przepraszam za jakość zdjęć, jestem w trakcie zbierania na swój sprzęt.