Niby normalni ludzie, niby tacy jak wszędzie. A jednak.
Tak sobie myślimy z tej biednej Polski, że ten zachód taki do przodu, my zacofani, średniowiecze, ciemnogród. Przysięgam, że wolę 100 razy bardziej ten ciemnogród od nowoczesnej Wielkiej Brytanii.

Nie wiem jak to jest w innych rejonach, ja mieszkałam na pograniczu Walii i Anglii, więc opiszę to, czego ja doświadczyłam.
Niby pięknie, ładnie. Domki takie same, wszystko wygląda tak grzecznie, estetycznie. "Ogrom miłości w ich wnętrzach." I tu po raz kolejny warto przypomnieć, żeby nie oceniać książki po okładce.
Brytyjczycy są bardzo mili. To trzeba przyznać. Praktycznie większość się uśmiecha, jest bardzo pomocna, gdy czegoś nie wiesz (pomijając rasistów nienawidzących Polaków). I to jest mega miłe i bardzo budujące. Jeśli chodzi o pozytywy to na razie nic wiecej nie przychodzi mi do glowy.
Znacznie więcej w moim odczuciu jest negatywów. Przynajmniej ja na własnej skórze ich doświadczyłam. Przytoczę sytuacje ze stołówki w fabryce. Wiele Anglików jest bardzo niekulturalnych. Podczas jedzenia mlaszczą, bekają, zostawiają bałagan na stolikach po sobie. Zostają jakieś resztki, papierki. To jest naprawdę obrzydliwe.
Można pomarzyć o tym, żeby mężczyzna przepuścił kobietę w drzwiach. Nie chodzi o to, że jestem jakąś damą, ale to jest bardzo miły gest, a czasami można się spotkać z sytuacją, kiedy jeszcze zamknie je przed twarzą.
Możesz stać na pasach przy ulicy 5 minut. Nikt się nie zatrzyma. A jak ktoś się zatrzyma, prawdopodobnie jest to Polak. Naprawdę trzeba czasem pchać się pod koła żeby przejść na drugą stronę ulicy.
Zdobyć narkotyki to jak iść po bułki do sklepu. Dostępne na każdym kroku. Właściwie każda impreza czy posiadówka się na tym opiera. Bo alkohol już nie wystarczy. I tylu ludzi w klubach z powiększonymi źrenicami, będących w swoim własnym świecie, nie ogarniajacych rzeczywistosci. Nigdy tego nie zrozumiem.
Wydaje mi się, że z takich zachowań codziennych to chyba tyle.
Bardziej bym jednak chciała skupić się na relacjach damsko-męskich. Może też ostrzec.
Poznałam ludzi w różnym wieku, z różnymi doświadczeniami, 10-letnie małżeństwa z dziećmi, kilkuletnie pary zbierające na ślub, na dom w Polsce itd. Wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale 90% z nich zdradzało się nawzajem. I to byli Anglicy, Walijczycy, Polacy. Różne kombinacje. Brzydko to zabrzmi, ale określenie "każdy z każdym" najlepiej opisuje to, co tam się dzieje. I nieważne było to, że ktoś ma rodzinę, żonę, męża, dzieci. Liczy się tu i teraz. Chwilowa przyjemność.
Najgorsze, że Polacy mieszkający tam stają się tacy sami. I to niestety dotyczy obu płci. Z racji, że jestem kobietą oczywiste, że bardziej boli, gdy słyszę o zdradach mężczyzn. Chyba potrafiłabym zliczyć na palcach jednej ręki wiernych mężów. I byliby to tylko Polacy. Anglicy flirtują, namawiają na jedną noc w hotelu, niektórzy zdolni byli, żeby zrobić to w fabryce. I niektórzy podobno robili. Przyjeżdżają młode, ładne Polki to jak tu się nie skusić? A ładne, młode Polki najczęściej ulegają.
Najbardziej jednak szkoda mi polskich par, małżeństw, które po prostu chciały poprawić swój byt, zarobić na coś wspólnego. Dlatego jeśli nie musisz, nie wyjeżdżaj. Chyba, że masz ogromnie silną wolę i osobowość i nie dasz wciągnąć się w ten chory wir. Ale to się tam raczej nie sprawdza. I nie da się w tym momencie powiedzieć, że bardzo kochasz swoją partnerkę/partnera. Nie mam pojęcia co tam tak działa na człowieka. Chyba po prostu otoczenie i ta łatwość życia, to że możemy pozwolić sobie praktycznie na wszystko. Nagle stajemy się panami życia, dlaczego z tego nie skorzystać? Pieniądze sprawiają, że się wariuje. Myślisz, że jest wszystko okej. Nie zdajesz sobie sprawy, że zatraciłeś się w tym co robisz. Nie ma tam pokory, nie szanuje się pieniądza, nie szanuje się drugiego człowieka.
To dotyczy również osób, które nie są w związku.
Ludzie tam tracą swoje zasady, wartości, cele.
Chciałabym też podkreślić, że nie wszystkich ludzi mieszkających tam dotyczy ten post i nie chciałam nim nikogo urazić. Takich ludzi poznałam i taki świat poznałam. Każda opisana sytuacja jest autentyczna. Niestety.
Warto przemyśleć, czy narażać swój związek, swój rozum dla kilku funtów w kieszeni. Ja dzięki temu pokochałam jeszcze bardziej Polskę, szanujących się Polaków. Mogłabym opowiadać bardzo dużo, przytaczać realne związki osób, które znam, ale z wiadomych przyczyn wolałabym tego nie robić.
Jeśli ktoś chciałby się czegoś więcej dowiedzieć można napisać w komentarzu lub na maila malosww@gmail.com.
Tak sobie myślimy z tej biednej Polski, że ten zachód taki do przodu, my zacofani, średniowiecze, ciemnogród. Przysięgam, że wolę 100 razy bardziej ten ciemnogród od nowoczesnej Wielkiej Brytanii.
Nie wiem jak to jest w innych rejonach, ja mieszkałam na pograniczu Walii i Anglii, więc opiszę to, czego ja doświadczyłam.
Niby pięknie, ładnie. Domki takie same, wszystko wygląda tak grzecznie, estetycznie. "Ogrom miłości w ich wnętrzach." I tu po raz kolejny warto przypomnieć, żeby nie oceniać książki po okładce.
Brytyjczycy są bardzo mili. To trzeba przyznać. Praktycznie większość się uśmiecha, jest bardzo pomocna, gdy czegoś nie wiesz (pomijając rasistów nienawidzących Polaków). I to jest mega miłe i bardzo budujące. Jeśli chodzi o pozytywy to na razie nic wiecej nie przychodzi mi do glowy.
Znacznie więcej w moim odczuciu jest negatywów. Przynajmniej ja na własnej skórze ich doświadczyłam. Przytoczę sytuacje ze stołówki w fabryce. Wiele Anglików jest bardzo niekulturalnych. Podczas jedzenia mlaszczą, bekają, zostawiają bałagan na stolikach po sobie. Zostają jakieś resztki, papierki. To jest naprawdę obrzydliwe.
Można pomarzyć o tym, żeby mężczyzna przepuścił kobietę w drzwiach. Nie chodzi o to, że jestem jakąś damą, ale to jest bardzo miły gest, a czasami można się spotkać z sytuacją, kiedy jeszcze zamknie je przed twarzą.
Możesz stać na pasach przy ulicy 5 minut. Nikt się nie zatrzyma. A jak ktoś się zatrzyma, prawdopodobnie jest to Polak. Naprawdę trzeba czasem pchać się pod koła żeby przejść na drugą stronę ulicy.
Zdobyć narkotyki to jak iść po bułki do sklepu. Dostępne na każdym kroku. Właściwie każda impreza czy posiadówka się na tym opiera. Bo alkohol już nie wystarczy. I tylu ludzi w klubach z powiększonymi źrenicami, będących w swoim własnym świecie, nie ogarniajacych rzeczywistosci. Nigdy tego nie zrozumiem.
Wydaje mi się, że z takich zachowań codziennych to chyba tyle.
Bardziej bym jednak chciała skupić się na relacjach damsko-męskich. Może też ostrzec.
Poznałam ludzi w różnym wieku, z różnymi doświadczeniami, 10-letnie małżeństwa z dziećmi, kilkuletnie pary zbierające na ślub, na dom w Polsce itd. Wiem, że ciężko w to uwierzyć, ale 90% z nich zdradzało się nawzajem. I to byli Anglicy, Walijczycy, Polacy. Różne kombinacje. Brzydko to zabrzmi, ale określenie "każdy z każdym" najlepiej opisuje to, co tam się dzieje. I nieważne było to, że ktoś ma rodzinę, żonę, męża, dzieci. Liczy się tu i teraz. Chwilowa przyjemność.
Najgorsze, że Polacy mieszkający tam stają się tacy sami. I to niestety dotyczy obu płci. Z racji, że jestem kobietą oczywiste, że bardziej boli, gdy słyszę o zdradach mężczyzn. Chyba potrafiłabym zliczyć na palcach jednej ręki wiernych mężów. I byliby to tylko Polacy. Anglicy flirtują, namawiają na jedną noc w hotelu, niektórzy zdolni byli, żeby zrobić to w fabryce. I niektórzy podobno robili. Przyjeżdżają młode, ładne Polki to jak tu się nie skusić? A ładne, młode Polki najczęściej ulegają.
Najbardziej jednak szkoda mi polskich par, małżeństw, które po prostu chciały poprawić swój byt, zarobić na coś wspólnego. Dlatego jeśli nie musisz, nie wyjeżdżaj. Chyba, że masz ogromnie silną wolę i osobowość i nie dasz wciągnąć się w ten chory wir. Ale to się tam raczej nie sprawdza. I nie da się w tym momencie powiedzieć, że bardzo kochasz swoją partnerkę/partnera. Nie mam pojęcia co tam tak działa na człowieka. Chyba po prostu otoczenie i ta łatwość życia, to że możemy pozwolić sobie praktycznie na wszystko. Nagle stajemy się panami życia, dlaczego z tego nie skorzystać? Pieniądze sprawiają, że się wariuje. Myślisz, że jest wszystko okej. Nie zdajesz sobie sprawy, że zatraciłeś się w tym co robisz. Nie ma tam pokory, nie szanuje się pieniądza, nie szanuje się drugiego człowieka.
To dotyczy również osób, które nie są w związku.
Ludzie tam tracą swoje zasady, wartości, cele.
Chciałabym też podkreślić, że nie wszystkich ludzi mieszkających tam dotyczy ten post i nie chciałam nim nikogo urazić. Takich ludzi poznałam i taki świat poznałam. Każda opisana sytuacja jest autentyczna. Niestety.
Warto przemyśleć, czy narażać swój związek, swój rozum dla kilku funtów w kieszeni. Ja dzięki temu pokochałam jeszcze bardziej Polskę, szanujących się Polaków. Mogłabym opowiadać bardzo dużo, przytaczać realne związki osób, które znam, ale z wiadomych przyczyn wolałabym tego nie robić.
Jeśli ktoś chciałby się czegoś więcej dowiedzieć można napisać w komentarzu lub na maila malosww@gmail.com.
Komentarze
Prześlij komentarz